Pages

Showing posts with label przepisy kulinarne/recipes. Show all posts
Showing posts with label przepisy kulinarne/recipes. Show all posts

Thursday, 24 February 2011

Piekę sobie - Sioned's Scones :)





A ja dalej eksploruję smaki z walijskiej kuchni :) Dziś na tapecie bułeczki pod nazwą Sioned's Scones :) Przepis dostałam od koleżanki z pracy, rodowitej Walijki bo własnie na takim oryginalnie walijskim  przepisie mi zależało :) i tak jak obiecałam jej w żartach, publikuję właśnie pod jej imieniem ;) Sioned's Scones.
Scones to takie słodkawe bułeczki z rodzynkami, jadane w UK na śniadanie, lunch czy podczas tea break. Najczęściej podaje je się z masłem lub z masłem i konfiturą. Wersja "wypas" to scones + marmolada + bita śmietana (niebo w giębie, mówię Wam :P) i taką propozycję podania sugeruje przepis z BBC. 

a tutaj przepis od Sioned:

- 2 szklanki mąki typu self raising flour (ewentualnie normalna mąka z dodatkiem proszku do pieczenia)
- szczypta soli
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 30 gr masła lub margaryny
- 1/3 szklanki miałkiego cukru lub cukru pudru
- 1/3 szklanki rodzynek (lub innych bakalii)
- 1 roztrzepane jajko
- 3/4 szklanki mleka
- mleko do "polakierowania" na wierzch

Nagrzać piekarnik do 210*C i natłuscić blachę do pieczenia. Na stolnicy lub w duzym naczyniu (miska) przesiac mąkę, dodać proszek do pieczenia, sól i masło. Rozdrobnic palcami. Dodać cukier i rodzynki. Wszystko wymieszać. Podczas mieszania dodać jajko. Zagniatać stopniowo dodając mleko. Wyrabiać ciasto przez chwilę aż do uzyskania gładkiej jednolitej konsystencji. Ciasto ma się nie lepic i odchodzić od rąk. Na posmarowanej mąką stolnicy rozwałkować ciasto na grubość ok 2.5 cm. Wycinać kubkiem lub szklanką średniej wielkości kółka. Ułożyć wycięte ciasto na blasze, polakierować mlekiem i piec około 10-15 min aż do zazłocenia się. 
Smacznego!

Sunday, 16 January 2011

Bara Brith

Bara Brith - kulinarna inspiracja rodem z Walii :) Zapraszam na mój emigrancki blog - KLIK

Piekę sobie - Bara Brith

Pod wpływem ksiązek kulinarnych sprzedawanych w mojej pracy oraz koleżanek, rodowitych Walijek, wzięła mnie ostatnio ochota na wypróbowanie czegoś nowego i najlepiej z lokalnej kuchni i proszę bardzo, oto jest! Walijski chlebek na słodko z rodzynkami. Bara brith. Wymawiany /ˌbarə ˈbrɪθ/  gdzie po walijsku bara to bread czyli chleb, a brith = speckled czyli pstrokaty, jest bardzo popularny w Walii. Można go kupić w sklepach ale jeszcze lepiej - można go samemu szybko i łatwo przyrządzić. 3 rzeczy zadecydowały, że sięgnełam po ten przepis: 
1. Przepis oryginalnie walijski (od Sioned, która podrzuciła mi kopię swojego przepisu, dzięki! :) )
2. Sprządza się go z użyciem wywaru herbacianego :) (kto mnie już zna wie, że ja miłośniczka wszelkich herbat, nie mogę nie spróbować tego przepisu)
3. Łatwo się go przyrządza i nie wymaga zagniatania ciasta. 
Jest też bardzo smaczny i ma oryginalny smak - rodzynkowo-korzenno-melasowo-herbaciany, podawany na zimno, koniecznie z masłem i filiżanką herbaty albo kawy. Brązowy kolor nadaje mu melasa z brązowego cukru trzcinowego oraz wywar herbaciany :)

 


Ja od razu upiekłam dwa chlebki, jeden eksperymentalny z mniejszą ilością wywaru i z dodatkiem cynamonu i gałki muszkatołowej. Oto jak wyglądały po wyjęciu z pieca :)


Polecam!
Podaję przepis na bara brith gdyby ktoś miał ochotę :)

175 gr rodzynek koryntek
175 gr rodzynek sułtanek
225 gr brązowego cukru muscovado (jak ktoś nie ma light muscovado sugar, to może być inny brązowy cukier a w ostateczności i biały też ujdzie :p)
300 ml zaparzonej mocnej herbaty (ja dla pogłebienia aromatu użyłam earl grey'a :) )
275 gr mąki z dodatkiem proszku do pieczenia (u mnie to była self-raising flour)
1 roztrzepane trzepaczką jajko

Odmierzyć owoce i cukier i włożyć do miski. Zalać je wywarem goracej herbaty i zostawić do namoczenia na noc. Następnie nagrzać piec do 150 stopni C (Gas mark 2). Formę do pieczenia chleba wysmarować tłuszczem albo wyłożyć papierem do pieczenia. 
Mąkę wymieszać z roztrzepanym jajkiem i dodać cały wywar z rodzynkami. Dokładnie wymieszać i wyłożyć do uprzednio przygotowanej formy. Piec Bara Brith około 1. 1/2 h do 1. 3/4 h do momentu aż wyrośnie. Wykałaczką sprawdzić przed wyjęciem czy ciasto nie jest w środku surowe. Pozwolić odstać formie przez 10 min po wyłączeniu piekarnika a następnie wyjąć i pozolić mu całkowicie ostygnąć. Ciasto powinno wyjmować się z formy bez problemu. Chlebek serwowac juz ostygniety, pokrojony w plastry  i koniecznie z masłem :)
Smacznego!

Friday, 30 April 2010

Co dziś na obiad kochanie? / What's for dinner tonight darling?


-Co dziś na obiad kochanie? - pyta przez telefon oddalony o dziesiątki mil wracający z pracy jeszcze nie-mąż...
-Curry. - odpowiada jeszcze nie-żona.....

Postanowiłam dziś uraczyć siebie i T. indyjską potrawą curry. Ach, mówię Wam, naszła mnie dziś ogromna ochota na przyprawowe danie ze wschodu :) W roli głównej curry - danie kurczak tikka masala :)

Kiedyś nie lubiłam curry, a teraz wprost je uwielbiam. Gorace, przyprawowe, rozgrzewające, przywodzące na myśl zapach Indii... Zasmakowałam w przyprawowości tych indyjskich dań :) Pamiętam jak zaraz po przyjeździe do UK, razem z T. ugotowaliśmy nasze pierwsze curry. Zjadłam ale nie zachwyciło mnie. Potem nastąpiły inne curry z take away-ów i moja ewolucja smakowa zaczęła sie rozwijać w tym kierunku... Kurczak Tandoori, Kurczak Biryani, Kurczak Madras, Rogan Josh, racuchy z cebuli - onion bahji, poppadom-y i chlebki naan... Dziś mam odmienne upodobanie smakowe w tym kierunku. W ogóle, mieszkając jeszcze w Polsce, nawet jako student anglistyki miałam mgliste pojęcie o curry. Wiedziałam, że jest to danie z ryżem, coś żółtego i pikantnego. I tyle. Nie wiele, prawda? Dziś już wiem, że nazwa curry to ogólna nazwa, jaką używają Brytyjczycy, na określenie dań z kuchni indyjskiej. A odmian curry jest podobno tysiące...
Ja wykorzystałam ten oto sos Tikka Masala z Patak-u 


do spółki z ryżem Basmati, piersią z kurczaka, pomidorami, jajkiem na twardo i cebulą. Pokrojone w "kostkę" pomidory, cebula oraz pokruszone jajo na twardo to dodatek jaki preferuje mama T. a ja chętnie tę tradycje podtrzymuję :) Curry najlepsze jest w zimie, rozgrzewa i syci do pełna, ale równie dobrze smakuje na dworze w ogrodzie, w gronie rodzinnym... Chłodne pomidory i/lub ogórki idealnie się komponują z ostrością curry. Jajo dodaje smaku i różnorodności. U mnie zbrakło jednak poppadoms-ów - to takie smażone przez kilka sekund na gorącym oleju słone w smaku prażynki, uzywane do dań curry jako chrupiąca przekąska.
Brytyjczycy uwielbiają curry. A jakże! Restauracje indyjskie i take-away-e (bary z żywnośćią na wynos) na brak klientów nie narzekają. Również spora część moich kolegów i koleżanek z pracy przynosi swoje ulubione curry do pracy, a dzieci brytyjskie mają też curry w jadłospisie stołówkowym. Uwielbia je też moj T. jego rodzina... i ja :) Kto  zawita do UK, choćby na chwilę, powinien chociaż raz w życiu spróbować prawdziwego indyjskiego curry :) Wybór jest naprawę duży. Można też samemu pokombinowac z gotowaniem bo produktów z kuchni całego świata w sklepach UK nie brakuje. Jest w czym zasmakować. Naprawdę polecam. Kto lubi przyprawy, zakocha się w curry :) Być może następnym razem w supermarkecie przystaniecie wśród półek i sięgnięcie po słoik z pomarańczowym sosem made in India... :)

India, Incredible India! :)

 ps.ciekawostka na koniec,uważa się powszechnie, że Tikka masala to jedyne curry wynalezione w UK  będące improwizacją kucharska na życzenie klienta...

edit: dorzucam fotki z Khazany, jednej z restauracji indyjskich, do ktorych jeździmy z T. znalazłam je w dziś w moim telefonie komórkowym. uratowały się przed delete-m :D
na szybach w Khazanie są fajnie grawerowane piękne indyjskie motywy, świetnie wyglądają podświetlone od dołu :)

Saturday, 30 January 2010

Coffee + toast = Saturday / Kawa i tościk czyli mamy sobotę ;P

Aromatyczna kawa latte w ulubionym kubku i tościk - tak zaczynam prawie każda sobotę no i oczywiście długie wylegiwanie sie w łóżku na które czekam z utęsknieniem cały tydzień :) Uwielbiam każdy weekendowy słoneczny poranek i zapach świeżo parzonej kawy roznoszący się po domu i przenikający do innych pokoi. Do tego zapach podpiekanego w tosterze chleba. Koniecznie na 4-rce lub 5-ce. Ja wolę na 4 ale tż woli mocniej podpieczony. Każde z nas ma swoje własne upodobania. Do tego masło, jakiś fajny dżem (uwielbiam cytrusowe marmalady:P) To mój taki słodki podstęp bo Tż się wtedy szybciej budzi i chętniej wstaje jak ma kawę pod nosem. Zawsze żartobliwie witam go słowami: Come on, rise and shine, Sunshine! :D Wake up and smell the coffee! :P (by the way, czyż angielskie idiomy nie są cudowne? ukryte znaczenia pod postacią prostych apetycznych słów:P) Dziś zajadalismy się rodzynkowymi Hot Cross Buns ale pod postacią chlebka a nie bułeczek. Korzenne, aromatyczne, i pyszne na ciepło z masłem! Polecam! Chętnym zosiom-samosiom  lubiącym kucharzyć, polecam przepis na angielskie Hot Cross Buns w polskiej wersji językowej, który znajduje się TU i TU. Hot Cross Buns to bułeczki z białym krzyżem jedzone w Wielki Piątek, tradycja ich pieczenia w UK ma jednak swoje korzenie w czasach Anglów i Sasów.
Wracajac jednak do naszych porannych ceremoniałów, tak więc od jakiegoś czasu podtrzymuję tę oto naszą czysto hedonistyczną sobotnia tradycję - kawa lub herbata i tosty na kanapie w klimacie naszych miedzynarodowych i miedzykulturowych dyskusji :) Uwielbiam to! Proste  czynności a  ile radości. Piękno codziennych zwykłych rzeczy. A Wy jak zaczynacie dzień?

 
 

Sunday, 13 September 2009

Kuchna pełna aromatów / Kitchen full of aromas

Naleciało mnie dziś na kucharzenie i  postanowiłam w niedzielne popołudnie zadziałać kulinarnie.  Tak bardzo zapragnęłam miec kuchnię pachnącą czymś pieczonym, jakimś aromatycznym ciastem z cynamonem. Nadchodzi już jesień, pora zbierania owoców i warzyw i zamykania lata w słoiczkach, popijania herbat korzennych, pieczenia szarlotek z cynamonem i różnych takich światecznopodobnych potraw a na blogach juz pojawiły sie pierwsze zdjęcia jesienne z przetworami i przepisy na przetwory. Pozazdrościłam i ja :P A mnie właśnie zapachy pieczonego ciasta kojarzą sie z domem w Polsce, świetami, ze pomaganiem mamie w kuchni(czyżbym zaczynała tęskinić?), ze wspólnym zajadaniem ciasta i rozmowami przy filiżance goracej herbaty. Ze sklepami cynamonowymi, z przyprawami, z mrozem, z zimnem, z korzennością świąt Bożego Narodzenia...
Tak wiec dzis upiekłam swoj fikuśny " dwulicowy" placek. Piszę "dwulicowy" bo w połowie jest on szarlotką z cynamonem ścisle wg babcinego przepisu a w połowie plackiem z mamowymi powidłami :) Bo stwierdziłam, że mam za mało jabłek aby pokryć cała blachę. A jakież to przekręty były z tą brytfanną. Olaboga! Placek juz załadowany, piekarnik podgrzany a tu sie okazuje, że blacha za długa i drzwiczki się nie zamykaja!!!! Łaaaaa! Alarm!!!! Zapowiada sie klapa. No ale co dalej? Ano upiekłam placek przy niedomkniętych drzwiczkach pierkanika i wyszło! Ha ha ha! I dobre!
No ale nie o placku chciałam dziś pisać, ale o takim jednym prostym a smacznym daniu japońskim pod nazwą: Kurczak Teryiaki. Jest to ulubione danie mojego tżta i to on właśnie nauczył mnie je gotować. Przypadło mi do gustu i od tamtego czasu robię je dla nas regularnie. Danie to jest kompilacją 4 róznych smaków: łagodność ryżu idealnie się komponuje ze słodkawo-sojowym smakiem mięsa i kontrastuje z chłodem solonego ogórka i rzodkiewki, wzbogacona o cebulowy smak smażonego pora.
A tak właśnie ono wygląda:

 
Warzywka zazwyczaj przyszykowuję na odzielnym talerzu :)
Do dania nie potrzeba wielkiej ilości warzyw bo składniki grupują sie na talerzu i potem wychodzi z tego niemała porcja.  
 


A oto przepis:
- 4 piersi z kurczaka, bez skóry i kości
- 2 małe pory
- 4 łyżki stołowe wódki ryżowej sake (lub wytrawnego sherry)
- 4 łyżki stołowe wina Marsala (lub Mirin)
- 3 łyżki stołowe cukru
- 5 łyżek stołowych ciemnego sosu sojowego
- 1 łyżka stołowa oleju
Jeśli chodzi o alkohole, to ja zaopatruję się w sake i Marsalę w Tesco, a oto jak wyglądaja:

Wykonanie:
1. Piersi z kurczaka nacinamy lub jeszcze lepiej, kroimy w małe kawałki (małe kawałki lepiej nasiąkaja sosem) i przysmażamy na małej ilości oleju na patelni aż sie zazłocą.
2. Świezy, schłodzony ogórek, rzodkiewke i młodą celbulke/ szczypior krajamy w kostki i posypujemy solą i odstawiamy na jakiś czas na osobnym talerzu
3. W miedzy czasie gotujemy na wodzie ryż (ilość dowolna, dopasowana do upodobań)
4. Umyte pory krajamy w grube plastry i przysmażamy je na malej ilości oleju na drugiej patelni.(ja osobiście przypiekam lekko pory, maja wtedy taki apetyczny zapach)
5. Gdy kurczak sie podsmaży, zdejmujemy go na chwilę z patelnina oddzielny talerz, i  rozrabiamy na niej 3 łyżki cukru, z sake i marsalę, mieszamy na nieduzym ogniu aż cukier się rozpuści i z powrotem dodajemy kurczaka i pozwalamy mu sie dusić w tej potrawce przez 2-3 minuty
6. Nastepnie do kurczaka dodajemy sos sojowy i mieszamy. Pod wpływem sosu kurczak zabarwi sie na brązowy kolor a sos bedzie się stopniowo zagęszczał po odparowywaniu alkoholi.
7. Gdy sos zgestnieje dostatecznie, zdejmujemy z ognia i podajemy na jednym talerzu z ryżem i przysmażonymi porami oraz dekorujemy wcześniej przygotowanymi warzywami.

Jeśli ktoś się skusi na to danie, to życzę smacznego!!! :D

Monday, 3 August 2009

Kulinarnie i po włosku/Mamma mia! Italiana! :)

Witajcie
Własnie wróciłam z wyprawy do Wrexham gdzie załatwiałam swoje papierkowe sprawy (grrrr! jak ja tego nie cierpię! tej całej administracji, urzędów, podatków, pitów i tych innych :-/ ) Mimo iż w centrum miasta był jarmark uliczny ze straganami, to zmyłam się z tamtąd dosyć szybko, bo znając mnie, zawsze skuszę sie na coś nowego :D (ach my kobiety! :P) a tu pieniądze oszczedzam na londyńskie atrakcje.
No i własnie rozprawiłam się ze swoim lunchem, ach, dziś naleciało mnie na świeża sałatkę z mozarelli i pomidorów! Mmmm... pycha! Nie ma to jak lekka i szybka włoska przekąska, w sam raz na gorace lato. I pomyślałam, ze wam ją zaproponuję :) Sezon pomidorowy w pełni, zioła, oliwki.... I już myślami przenoszę sie do Italii :) Dlatego dziś nie bedzie ani craftowo, ani podróżniczo ale kulinarnie i to z włoskim akcentem :)
No więc przedstawiam swoja wersję sałatki, może ktoś sie skusi:
dojrzałe pomidorki,
ser mozarella,
zielone oliwki pokrojone w plasterki (osobiście nie lubię ich jeść samych w sobie ale do tej sałatki są poprostu niezbędne)
zielone pesto (rewelacja!!! polecam, zwłaszcza tym, którzy lubią zapach włoskich ziół)
sól, pieprz,
łyzka oleju z oliwek (lub oleju roślinnego) no i oczywiście
świeżo zerwana bazylia
a tu jeszcze dla was fotka, żeby było bardziej wizualnie i kolorowo.
Ktoś chętny? :D :D :D
Smacznego!

Hi,
Just got back in from my trip to Wrexham. Been sorting out my papers at a council office. Argh! Hate this paperwork, administrative issues, taxes, invoices and others. Got out of there very quickly as there was a street market in the centre and I always feel tempted to buy something new (women! typical!) Need some money for my trip to London!
Just tucked in my lunch. Fancied some Italian mozarella salad with fresh tomatoes and herbs today :) Mmmm... Yummy! It's the easiest and the quickest snack ever! And what is more important - it's healthy! So I'm close to my 5-a-day LOL Seriously, nothing better than a cool fresh tomato salad in the mid-summer. Tomatoes are in season now, olives waiting in the fridge, fresh herbs growing in a pot...So today this post won't be about any crafts or travels but about some nice Italian food (oh, now my thoughts are already running towards the sunny Italy!!). Maybe someone else feels tempted too :P
so here is my version of the salad:
ripe tomatoes,
mozarella cheese,
sliced green olives (Don't like eating olives on their own but I love them in this salad:P )
green pesto (yummy herby paste from Italy, a must-have in this salad),
salt, pepper,
1 tbsp of olive oil (or any vegetable oil),
freshly, coarsely chopped / torn basil.
Anybody for salad? :D :D :D
Enjoy!